sobota, 28 lutego 2015

FABIAN 11.

- Byłeś tak zalany, że powiedziałeś mi o niej dosłownie wszystko – kontynuował Łukasz. Stałem w osłupieniu. Nie mogłem tego przetrawić. – Jesteś gnojem.
- Ale ją kocham.
- To moja żona.
- Nic nie rozumiesz.
- To. Moja. Żona. Nie zostawi mnie dla ciebie.
- Skąd możesz wiedzieć czego ona chce?
- Bo jestem jej mężem. Zostawiłeś ją.
- Bo ją kochałem.
- To nie jest miłość.
- CHCĘ ROZWODU!
Odwróciliśmy się w stronę Patrycji. Miała zaciśnięte pięści i wyglądała na zirytowaną.
- Nie obchodzi mnie to – burknął jej mąż.
- A mnie tak – syknęła. – Myślisz, że nie wiem, że przespałeś się z jakąś panną dzień przed własnym ślubem?
Szczęka mi opadła.
Czego jeszcze nie wiem?
- Płakałam na własnym ślubie. Nie ze szczęścia. Ze złości. Z zażenowania. A, gdy mieliśmy noc poślubną to brzydziłam się tobą.
No nie wiem jak to się stało, ale po tych słowach moja pięść wylądowała na pięknej twarzy tego gnoja.
Przyłożyłbym mu jeszcze raz, ale Patrycja podeszła do mnie i splotła nasze palce.
- Spokojnie – szepnęła prosto do mojego ucha.
Gdyby nie ona, to zatłukłbym tego skurwiela na miejscu.
Jak on mógł tak ją skrzywdzić?
Dzień przed ich ślubem. Przed wielkim dniem. Patka powinna czuć się jak księżniczka.
- Nigdy się do niej nie zbliżaj, a teraz spieprzaj – warknąłem, a Łukasz bez słowa opuścił pomieszczenie.
- No, no, no. Romeo obronił Julkę – zaśmiała się Dagmara.
Też zacząłem się śmiać.
W końcu miałem okazje mu przylać. Korciło mnie od pierwszego dnia, gdy go zobaczyłem.
Patrycja blado się uśmiechnęła i mocno wtuliła we mnie.
- Nie wiem czy to ważne, ale Michał za chwile będzie tutaj z Olim i Antkiem. No i pewnie Igła przyjedzie z chłopakami.

Tak jak powiedziała, tak było.
Godzinę później siedzieliśmy już na pomoście. Przez to całe zamieszanie z Patrycją zapomniałem, że w środę gramy mecz ze Skrą i chłopaki już zawitali w Rzeszowie, aby przygotować się do Gry o tron. Skrzatów, także nie zabrakło.
Gdy wróciłem z kolejną zgrzewką piwa, zobaczyłem jak Conte bajeruje Patkę, a ona słodko śmieje się z jego mało śmiesznych żartów, za pewne. Podszedłem do nich i położyłem rękę na Patrycji biodrze, przyciągnąłem ją do siebie i ucałowałem jej włosy. Mina Facundo była bezcenna. Okay – reszty zgromadzenia także.
- Czy chcecie nam coś powiedzieć? – zaśmiał się Krzysiek.
- Mhm – mruknęła Patrycja. – Jesteśmy razem.
- No nie wierze. Nasz poukładany Fabian romansuje sobie z żonatą trenerką – zatarł ręce Paul. No tak. Wyglądało to za pewne dziwacznie.
- Mąż nie ściana, da się przesunąć – zaśmiała się Patrycja, jednocześnie kwitując całą rozmowę.

- Byłeś zazdrosny jak stałam z Conte? – zapytała, gdy wracaliśmy do Rzeszowa.
- Nope – mruknąłem, ściskając mocniej kierownicę.
- Wiem, że byłeś – zaśmiała się.
- Czy to dziwne? Tyle facetów się wokół ciebie kręci i jeszcze twój mąż – burknąłem.
- Niedługo już były – zapewniła i odwróciła głowę w kierunku szyby.

- Hej Patka. Obudź się – mruknąłem. Gdy podjechałem pod jej mieszkanie, dziewczyna smacznie spała. Wyglądała jak taki niemowlak. Kręciła się, przytulała sama do siebie i mruczała przez sen, co naprawdę było uroczę.
- Nie idę nigdzie – burknęła, nie otwierając oczu.
- Patrycja, jesteśmy już w Rzeszowie – na te słowa, otworzyła szeroko oczy.
- Nie chcę – szepnęła. Sądzę, że bardziej do samej siebie. – Okay, to do jutra – chwyciła swoją torbę.
- Nie musisz – położyłem dłoń na jej kolano.
- Nie chcę zawracać ci głowy…
- Przestań – syknąłem. – Nigdy. Tak. Nie. Mów. Jesteś najwspanialszą kobietą jaką spotkałem w swoim życiu. To ja rujnuję ci wszystko i… - nie było dane mi dokończyć, gdyż Patka pocałowała mnie.
- Rujnujesz coś starego, aby wybudować coś bardzo nowoczesnego na długie lata – teraz to ja chciałem ją pocałować, ale odsunęła się i zapięła pasy. – Teraz już jedź, bo umieram z głodu.
- Zawsze psujesz romantyczne chwile – zaśmiałem się i ponownie odpaliłem silnik samochodu.

###

Taki o wszystkim i o niczym.

Przepraszam za opóźnienia, ale:
a.laptop umarł,
b.poświęcenie na boisku <prawa dłoń w bandażu i boli>.

Ale udało się!

Och! Conte mój ty podrywaczu.
Och! Fabianku, ty zazdrośniku.
Podoba mi się, że Drzyzga przywalił Łukaszowi <od początku go nie lubię>.

K O M E N T U J C I E !

H.

poniedziałek, 23 lutego 2015

PATRYCJA 10

-Wiedziałem ,że kiedyś to się musi stać. - wtedy pojawił się Łukasz. Był przygnębiony, oczy jego błyszczały jak perełki.Widać ,że chciał uronić łzy, lecz był twardy. Zachowywał twarz pokerzysty. Nie dawał po sobie poznać tego jak jest mu źle.
Wiedziałam ,że cierpi przeze mnie.
Wiedziałam ,że mi wybaczy, chociaż będzie do mnie czuł wstręt i nienawiść. Wspaniałe 4 lata spędziłam w jego ramionach. Dawał mi ciepło którego mi brakowało. Dzięki niemu powróciłam do normalnego życia i nadał jemu sens istnienia. Chociaż moje serce nadal nie przestało kochać FABIANA!
Nie mogło o nim zapomnieć, chociaż się starałam.
Bałam się jego reakcji ale także tego jak to zniesie.
Miałam ręce jak z galarety. Trzęsły się i nie mogłam tego kontrolować. Bałam się mu spojrzeć w oczy.
Szczególnie gdy zobaczył mnie w koszulce siatkarza. Głowę miałam spuszczoną, Fabian spoglądał raz na mnie, raz na Łukasza,a on patrzył w sufit.
Było strasznie cicho, słychać było tylko głośny oddech mojego męża.
Wiem ,że był przygotowany a ta chwile, na to ,że to kiedyś nastąpi.
I wtedy przypomniał mi się ten dzień, wtedy co razem rozmawiali w barze.
Może to było właśnie o mnie? Nie wiem. To było w tym momencie już nieistotne.
Musiałam mu wszystko wyjaśnić, nie mogłam dalej tego ciągnąc i go oszukiwać. Być na tzw dwóch frontach.
Nie potrafiłabym tak.
Nienawidziłabym za to sama siebie.
- Łukasz...- szepnęłam unosząc głowę do góry. Oboje z nich spojrzało na mnie. - muszę Ci coś powiedzieć.
I nagle wparowała do nas jak burza Daga.
- Ej Patka, on już... - nie dokończyła, zamurowało ją. Pewnie chciała nas poinformować ,że Łukasz już tu jest, lecz nie zdążyła.
I znowu nastała cisza.
Ta cisza była gorsza od rozmowy, każdy gest mógł być źle zinterpretowany, dlatego nie wytrzymałam. Musiałam się wysłowić, lecz nie mogłam tego poukładać w logiczna całość.
- Daga możesz zostawić nas samych? - zapytałam, a moja koleżanka wskazała na drzwi i wyszła. Zaraz za nią ruszył Drzyzga.
- Fabian poczekaj. - powiedziałam bardzo wysokim głosikiem.
- Patka, musicie to razem wyjaśnić. Ja zaraz wrócę. - kiwnęłam głową,a siatkarz podążył w ślady Dagi.
Podeszłam do Łukasza i złapałam go za dłonie.
- Łukasz pamiętaj! Jesteś świetnym mężczyzną. Każda dziewczyna może być twoja, gwarantuje to! Wiem ,że to co ci teraz powiem , nie będzie miłe. Dziękuje ci za te wszystkie dni spędzone razem. Za to ,że pomagałeś mi ułożyć wszystko na nowo. Lecz ja przez te kilka lat nadal o nim nie zapomniałam. Zmarnowałam ci te lata.
- Patrycja posłuchaj ja.
- Łukasz poczekaj, daj mi skończyć. Wiem ,że jestem winna. Ale muszę teraz to powiedzieć. Chce rozwodu! - po tych słowach podeszłam do okna.
- Ale.... - nie dokończył po raz drugi, ponieważ wszedł właśnie Fabian. - mógłbyś zostawić nas samych? - zapytał.
- Łukasz, niech zostanie. On też ma ci coś do powiedzenia.
- Chłopie, ja wiem ,że ją zraniłem. Ale nie wyobrażam sobie życia bez niej. Tyle lat minęło, aż w końcu los się do mnie uśmiechnął i pomógł mi ją odnaleźć.  Pamiętasz naszą rozmowę w pub'ie? - zapytał rozgrywający. "Pamiętaj trza walczyć , nawet jeżeli raniłbyś tego drugiego"
- Tak, i wtedy już wiedziałem, że to o PATRYCJĘ LESZCZYŃSKĄ, MOJĄ ŻONĘ CHODZI.Powiedziałeś mi to, a ja już miałem  - usłyszeliśmy jakby ktoś się krztusił piciem po tym co powiedział Łukasz.
A jednak, on to wszystko wiedział...
Ale dlaczego nic nie powiedział?
Czy ja o czymś nie wiem?
Byłam zaskoczona i zirytowana jednocześnie....


*****

c z e ś ć    w s z y s t k i m , k t ó r z y   t o   c z y t a j ą !!

W końcu zaczyna się rozkręcać na maksa :D
Jak myślicie co będzie dalej?
A no nie wiem...
Dowiedzcie sie czytając dalej ♥

Paa.

K.

niedziela, 22 lutego 2015

FABIAN 9.

Widziałem, że myślami była przy nim. Z każdą kolejną godziną, bardziej to bolało. Całując się ze mną, za pewne wyobrażała sobie jego twarz. A tuląc się do mojego boku, przypominała sobie zapach jego perfum.
- Nie chcę, żeby tak było – burknąłem.
- Ale jak? – zdziwiła się, podciągając kolana pod brodę.
- Tak. Tak jak teraz. Widzę, że jest ci ze mną źle – szepnąłem. Moje serce rozpadało się na kawałki. Nie mogę pozwolić, aby kobieta mojego życia cierpiała. To był chyba jeszcze większy ból.
- Nie jest. Co ty bredzisz? – usiadła naprzeciwko mnie.
- Tęsknisz za nim – widziałem jak chciała pokręcić głową. – Nie zaprzeczaj – syknąłem. – Jeśli się dowie… Będziesz cierpiała, a ja razem z tobą. Nie pozwolę na twoją krzywdę, a już na pewno nie z mojego powodu.

Wyszedłem z domku i usiadłem na pomoście.
Zabrałem ją nad jezioro. Często przyjeżdżaliśmy tu w liceum. Nasza tajna miejscówka. Cisza spokój. Chwilami tylko słychać było jęki dobiegające z namiotów, w których znajdowały się zakochane pary.
Ja z Patrycją byliśmy inni. Nigdy nie posuwaliśmy się tak daleko. Zwykle była to niewinna gra wstępna. Ale podobała mi się bardziej niż te inne zabawy. Och. To licealne życie. Tak – później wyjechałem. Ojciec dostał nową pracę. Bałem się rozstania, więc uciekłem. Dobra, możecie mi nawrzucać. Jestem idiotą, psycholem, psychopatą, bez uczuciowcem, frajerem, bachorem. Ale musiałem! Nie przeżyłbym jej łez. Nie z mojego powodu. Wiem, że płakała. Popadła podobno w depresję. Źródła doniosły co i jak. Przez pewien czas bawiłem się w to, ale później znalazła sobie chłopaka. Postanowiłem, także zacząć układać sobie życie na nowo. Okay – mi się nie udało. Ale ona… Zakochała się w Łukaszu.
W co ja się wpakowałem?
Na co ja ją narażam?

- Fabian – szepnęła, siadając za mną i oplatając swoimi kończynami moje ciało. – Nie mów tak.
- Ale widzę jak jest – mruknąłem.
- Nic nie widzisz – burknęła. – Kocham cię. Czego nie rozumiesz w tych dwóch słowach? Kocham cię najmocniej na świecie. Zawsze kochałam. Wybaczyłam ci tą ucieczkę. Wszystko. Chcę żebyś był tylko mój.
- Ale wyszłaś za mąż – syknąłem przez zęby.
- Bo chciałam pogodzić się ze świadomością, że odszedłeś. Rozumiesz? Nie chciałam wciskać się w twoje życie. Łukasz miał być – przełknęła głośno ślinę – zapominajką. Nigdy nie byłam w 100% pewna czy chcę z nim być. Masz to – mruknęła, biorąc w palce jeden łańcuszek, który wisiał na mojej szyi. Tak jak myślałem – był to ten z zawieszką ‘F’. dałem jej go w naszą pierwszą rocznicę. Popłakała się wtedy. Były to najpiękniejsze łzy jakie widziałem w życiu. Później odesłała mi go z powrotem. Za raz jak wyjechaliśmy. Wujek Eryk zajmował się naszym mieszkaniem i poinformował mnie o przesyłce dla mnie. Oczywiście przy pierwszej okazji go odebrałem. Był tam list.

Nie wiem ile dla Ciebie znaczyłam, ale Ty byłeś dla mnie wszystkim.
Twoja, na zawsze, Patka.

Umiem go wyrecytować nawet w środku nocy. Te słowa bardzo bolały. Bolał mnie jej tok myślenia. Nie wierzyłem, że mogła tak pomyśleć. Była dla mnie całym światem. A z wyjazdem, mój świat runął. Straciłem grunt pod stopami. Zaszyłem się z toną książek, uciekłem w naukę, treningi. Nie chodziłem na imprezy, na panienki, na piwa. Wszyscy śmiali się ze mnie, że żyję w celibacie. Ale nie umiałem. Dalej czułem, że jestem z Patrycją i nie mogę jej zdradzić, bo wszystko stracę. Nie dochodziło do mnie, to że już wszystko straciłem.

- To zawsze należało do ciebie – zapiąłem łańcuszek na jej szyi. Uśmiechnęła się serdecznie.
- A to powinno do ciebie – wyciągnęła z kieszeni identyczny łańcuszek z zawieszką ‘P’.
- Co teraz będzie?
- Wrócimy do Rzeszowa i powiem Łukaszowi – szepnęła, opierając głowę na moim ramieniu.
- Zrobisz to? Dla mnie? – zdziwiłem się. Chciałem tego, ale chyba nie tak szybko. – Nie będziesz żałowała?
- Żałuję tego, że mnie zostawiłeś. Ale niczego więcej. Ile razy mam ci powtarzać, że jesteś dla mnie wszystkim?
- Przepraszam – szepnąłem.

To było magiczne.
Leżymy w jednym łóżku.
Ona w samych majtkach i mojej koszulce, a ja w treningowych spodenkach. Śpi wtulona w moją klatkę piersiową. Moja wielka ręka oplata jej talię. Nigdy jej nie puszczę z tego uścisku.
Złożyłem delikatny pocałunek w jej włosy na co mruknęła słodko i po chwili otworzyła zaspane oczy.
- Dzień dobry – szepnęła zaspanym głosem.
- Hej skarbie – ucałowałem jej czoło, na co uśmiechnęła się, marszcząc swój nosek.
- Kocham cię – kciukiem dotknęła mojej dolnej wargi, a ja ucałowałem koniuszek jej palca.
Nagle w całym pokoju rozległ się dzwonek komórki Patrycji.
Wzięła go do ręki i dobry humor prysł jak bańka mydlana.
- Daga… Uspokój się… Nic… Zaufaj mi… Proszę, powiedz, że nic mu nie powiedziałaś… Ale… Daga, wiesz dlaczego to robię… Ty jesteś szczęśliwa z Michałem… Ja w końcu też… Wiedziałaś po co tu jadę… Okay… Dziękuję, że mi powiedziałaś… Tak, zrobię to… Okay… Zapytaj się tego swojego prawnika, czy zajmie się moim rozwodem… Tak… Dzięki… Całusy…
Odłożyła telefon, a ja siedziałem obok jak sparaliżowany. Czy ona powiedziała to wszystko? Czy jasno dała do zrozumienia, że jest ze mną szczęśliwa i chce wziąć dla mnie rozwód?
- Nie ma czasu na rozmowy – mruknęła, całując mój policzek. – Za 30 minut będzie tu Łukasz.

♥♥♥

Huhuhu!
Czujecie co będzie się działo??

Kasiu! Kocham Cię! ♥

K O M E N T U J C I E !

H.

czwartek, 19 lutego 2015

PATRYCJA 8

Przez całą drogę nie mogłam w to uwierzyć ,że w końcu wrócił.
Mogłam czuć jego zapach i być z nim.
Czuć się jak kiedyś.
Nic się teraz dla mnie nie liczyło tylko on.
Chociaż miałam taką obawę ,że może się to powtórzyć co kiedyś.
Znowu mnie tu zostawi.

Weszłam do domu.
Zostałam przywitana namiętnym pocałunkiem, lecz to nie był ten sam co czułam kilka minut wcześniej.
Ten był normalny, nie było żadnej rewelacji.
Z Fabianem to było coś nie do opisania, nasze usta współgrały w każdym elemencie.
Odepchnęłam swojego męża od siebie i zdjęłam buty.
Przed oczami miałam nadal piękne oczy siatkarza. Jego cudowne ciało i ten cudowny głos.
Próbowałam zachowywać się normalnie w stosunku do męża, bałam mu się o tym powiedzieć.
Wiem ,że obiecaliśmy sobie to ,że nawet w najgorszych rzeczach będziemy ze sobą szczerzy, ale ja nie potrafiłam.
Byłam twardą kobietą. Zawsze mówiłam to co myślę, lecz tego nie potrafiłam. Biłam się ze swoimi myślami.
Usiadłam przy stole w kuchni i czekałam aż Łukasz opuści łazienkę.
- Kochanie, to co dzisiaj robimy? - podszedł do mnie i wtulił się w moje ramiona.
- Wiesz co? Przepraszam ,ale umówiłam się z Dagą. Tak dawno się nie widziałyśmy, a w końcu odwiedziła Rzeszów. - skłamałam, skłamałam go w żywe oczy. Czułam się jak...lepiej nie mówić.
- Mam się spodziewać ciebie rano? - zapytał, śmiejąc się.
- Napiszę do ciebie. - odpowiedziałam i dałam się ponownie przytulić mojemu partnerowi.
Był jak mój przyjaciel. Zawsze był przy mnie ,gdy potrzebowałam czyjegoś wsparcia.
On jako jedyny się ode mnie nie odsunął.
Lecz nie mogłam się oprzeć Fabianowi...
Moja wielka miłość...
Jak to się mówi "Prawdziwa miłość zawsze wraca"
Wiedziałam ,że tym samym ranię Łukasza ale...

Byłam już w drodze na halę.
Szłam ulicami miasta.
Robiło się już ciemno, stanęłam przed drzwiami hali i chwilę się zastanawiałam.
- Patrycja co ty wyprawiasz! - podpowiadał mózg, lecz weszłam do środka.
Ujrzałam na środku boiska Drzyzgę, siedzącego po turecku.
- Jestem. - krzyknęłam.
Podbiegł do mnie i podniósł wysoko do góry.
- Myślałem ,że już nie przyjedziesz...
- Nie potra..- nie dokończyłam. Utonęłam w jego ramionach, a usta robiły co chciały.
Było idealnie, chociaż wiedziałam ,że prędzej czy później coś się stanie.

*****
CZEŚĆ WSZYSTKIM ♥

Co tam u was?
Mnie chyba bierze grypa, no niestety coś ten rok pechowy dla mnie i to STRASZNIE!
Jak wam się podoba rozdział?
Hmm..???

No to tak, komentujcie :D
KOMENTUJCIE.

Do następnego.
Buziaki :*

K.


środa, 18 lutego 2015

FABIAN 7.

- To. Co. Wczoraj. Pomyliłem. Cię. Z. Dziewczyną. Która. Była. Dla. Mnie. Ważna. Bardzo. I. Nadal. Jest - wyrzuciłem z siebie.
- Rozumiem. Bardzo mi przykro. Ale chcę, żebyś...
- Przepraszam - usłyszeliśmy za naszymi plecami. Natychmiast odwróciliśmy głowy. Łukasz. Z kwiatami.
Patrycja zerwała się z ławki i rzuciła się na jego szyję.
Pieprzony gnojek.
Co on tu, do kurwy nędzy, robi?
Ktoś pozwolił mu wejść. A gdyby był jakimś psycholem? I przerwał jej! Chciała mi coś powiedzieć. Dlaczego? Ma wyczucie czasu, idiota.
Wybiegłem z hali i schowałem się w szatni.
Żygam, gdy ktoś nie dokończy zdania. A to mogło być istotne. Cholernie istotne.
Wciągnąłem powietrze, aby po chwili głośno je wypuścić. Spokojnie. Nie zachowuj się jak małolat. To nie ona! To nie TWOJA Patrycja!
Wyrzuć ją z głowy! Więcej jej nie zobaczysz. Uciekłeś od niej frajerze!
Ochłonięcie zajęło mi kilka długich minut. Wylazłem z szatni.
- Ciesz się, że nazywasz się Kochanowska. Ładniej to brzmi niż Patrycja Leszczyńska - Łukasz ucałował jej obrączkę i wyszedł. Minąłem się z tym idiotą w drzwiach. Jednak - nie to mnie bolało. Okłamała mnie. Stanąłem przed nią. Patrzyłem w jej piękne oczy. Były tak piękne jak wtedy. Chciała coś powiedzieć, ale pokręciłem głową. Nie chciałem słuchać tych głupich tłumaczeń.
Trenowałem ostro. Waliłem w piłkę jak opętany. Nie słuchałem jej. Nie śmiałem się z żartów kolegów. Marzyłem tylko o powrocie do domu i zaszyciu się w nim bez kontaktu ze światem.
- Fabian - chwyciła moją dłoń, gdy jako ostatni chciałem wyjść z sali. Zdziwiło mnie, gdy jej delikatne palce splotły się z moimi. I to nie była moja inicjatywa. Serio!
- Masz męża - próbowałem wyrwać swoją dłoń.
- Mam go w nosie!
- Ale ja nie chcę spieprzyć ci życia - wyznałem.
- To moje życie.
- Nie chcę widzieć jak płaczesz.
- Bo? - odsunęła się o krok.
- BO CIĘ KOCHAM!
- JA CIEBIE TEŻ! - wykrzyknęła szybciej niż zastanowiła się nad tymi słowami.
Stałem w osłupieniu.
Kurwa!
Czy ja to powiedziałem?
Czy ONA to powiedziała?
- Będziesz teraz tak stał? - zapytała.
- A czego oczekujesz? - szepnąłem, przyciągając ją do siebie.
Nic nie mówiła. Patrzyła tylko w moje oczy, aby następnie przyjrzeć się moim ustom. Znała je doskonale. Tak samo jak ja jej. Były moją bezpieczną przystanią, do której wracałem dużo częściej niż do własnego mieszkania. Czułem się tam bezpieczniej. Tak swojo. Kochany i rozumiany.
- Nie walniesz mnie, gdy cię pocałuję - mruknąłem.
- Kiedyś lubiłeś życie na krawędzi - zaśmiała się. Opuszkami palców przejechała po moim policzku, a następnie zaczęła składać delikatne pocałunki po niewidzialnrj linii, którą pozostawiła na mojej skórze. Nie czekałem dłużej! Po omacku odnalazłem jej usta i wbiłem się w nie. Swoje dłonie oparłem na jej wąskich biodrach. Jej ręce delikatnie masowały mój kark. Zawsze uwielbiałem to uczucie.
- Wyjedźmy gdzieś - mruknęła prosto w moje usta.
- Praca - burknąłem, ale dla niej mogłem skoczyć w ogień.
- Łukasz - szepnęła i to był ten cios.
- Jedźmy. Na weekend.
- Nie. To głupie. Mam męża - mruknęła.
- Przed chwilą cię to nie obchodziło.
- Dalej mnie nie obchodzi - pocałowała mnie.
- To co?
- Okay.
- Spotkamy się tutaj o 19:00. Masz dwie godziny skarbie. Wymyśl dobrą bajkę dla mężusia - uśmiechnąłem się.
- Kocham cię - mruknęła. Pocałowała mnie w policzek i wyszła.
- Ja ciebie też - powiedziałem, gdy drzwi zamknęły się za Patką.
Za MOJĄ Patką.

♥♥♥

JEST MEEEEEGA SŁODKO!

Wielkie PRZEPRASZAM!
Miałam pogrzeb mojego kochanego laptopa i pisanie na telefonie trochę mnie wykańcza, ale udało się.
Rozdział napisany na muzyce i WOS'ie.
Tak, dla Was wystawiam się do odstrzału :*

K O M E N T U J C I E !

H.