środa, 3 września 2014

-9-

Minęły 2 dni... nie miałam żadnego kontaktu z mamą i z siatkarzami.Dzisiaj szłam na pierwszy dzień pracy.Źle się czułam, nie wiedziałam co się może tam stać.Ta prasa... te dziewczyny... wszystko było takie, takie DZIWNE, bałam się wychodzić z domu. Ciągle myślałam ,że ludzie będą na mnie się gapić i mówić coś za plecami. Chciałam zostać tutaj gdzie jestem, w swoim mieszkaniu.No ale nic nie poradzę muszę pracować ,żeby mieć kasę na jedzenie i opłacenie rachunków.

Weszłam do pub'u i przywitałam się z personalem, i znowu one tam były te dziewczyny.. patrzyły się na mnie z taką nienawiścią. Jedna była fanką Skry... poznałam bo bransoletce na jej ręce.No ale nic, musiałam to jakoś wytrzymać. Jedyną fajną tu osobą był kucharz p.Tomek, spokojny, miły 35-latek. Z nim mogłam tutaj normalnie porozmawiać.No i oczywiście szef...

Dzień w pracy nie był aż taki zły. Pomagałam w kuchni , ponieważ akurat dzisiaj nie było aż tylu klientów by obsługiwały ich aż 3 kelnerki. Zabrałam torbę i poszłam szybko do domu, żeby nikt mnie nie rozpoznał...nie pamiętam ,żeby ktoś kiedyś się mną przejął a co dopiero pisał o mnie w gazetach.

Podróż w stronę domu zajęła mi jakieś 10 min. Weszłam po schodach na 3 piętro, wyjęłam klucze i otworzyłam drzwi. Po wejściu do domu zauważyłam list... to od właściciela domu w sprawie opłat za mieszkanie. Poszłam wziąć prysznic, zjadłam kolacje i usiadłam przed laptopem. Jak zawsze na FACEBOOK. Na jednej ze stronek ujrzałam... swoje zdjęcie.. no co ja znowu tu robię? Przecież w ogóle się z nimi teraz nie widziałam... miałam tylko nadzieje ,że nie mają przeze mnie kłopotów. Próbowałam się tym nie przejmować... ale sprawiało mi to trudność. Tyyyyle osób na fejsie ale nikt z kim mogłabym porozmawiać. Nie miałam żadnych przyjaciółek, zawsze byłam cichą myszka siedzącą w ostatniej ławce pod ścianą.

Wsłuchując się w tekst piosenki dobiegającej z moich słuchawek, wyszłam na balkon... Oglądałam tych wszystkich ludzi... te pary chodzące za rękę... oraz wielu ludzi siedzących na ławkach pijących alkohol i palących szlugi. Zerwał się silny wiatr, wróciłam do mieszkania. Zakluczyłam drzwi, umyłam i zęby i poszłam się położyć byłam wykończona....

*OCZAMI DARKA*

Ten telefon doprowadzał mnie do furii. Co jakiś czas przychodziły wiadomości , a na dodatek pieniądze z konta zniknęły i Ada też.Musiałem wiedzieć co i jak.Nie zastanawiałem się długo.Chwyciłem telefon Sandry i przejrzałem jej wiadomości. Musiałem coś z tym zrobić...

************

No heeej.

Rozdział miał być wczoraj, ale się narobiło trochę zamieszania. I jeszcze mecz :).

No to tak mam nadzieje ,że wam się podoba. Nie jest rewelacją bo nie miałam pomysłu, ale postarałam się go napisać. Kolejny rozdział za dwa dni. I przepraszam ,że ten rozdział jest taki krótki :D.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ :)

Pozdrawiamy.


3 komentarze:

  1. Rozdział super, chodź krótki :D Czekam na następny ! ! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super *o* Czekam na następny i zapraszam na prolog tutaj ----> http://never-ever--give-up.blogspot.com/ :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział. Napisz rozdział żęby bili siatkarze ok :)

    OdpowiedzUsuń