środa, 25 marca 2015

FABIAN 15.


Po tym krótkim telefonie strzeliłem sobie z całej siły z plaskacza. Byłem jakimś pieprzonym idiotą. Jak mogłem spuścić ją z oka?!

Moja Patrycja.

Biedna.

Jest teraz...

Pobiegłem do sypialni.

Otworzyłem jej szafkę nocną. Miała tam wszystko. Jakieś swoje liściki, paragony, kartki urodzinowe. Zawahałem się, ale... Kurde! To dla jej dobra. Sięgnąłem po kolorowy notesik. Były tam adresy, telefony. Zacząłem przeglądać szybko adresy, które bardziej mnie interesowały. Szukałem miejscowości, która musiała znajdować się stosunkowo blisko Rzeszowa. No i BUM! Znalazłem jakąś mieścinkę. Adres był podpisany 'Rodzice Łukasza'. Wyrwałem kartkę, chwyciłem kluczyki ze stołu i pospiesznie zamykając mieszkanie, zbiegłem do samochodu.


- Hej Krzysiu – walnąłem do słuchawki, gdy byłem na skrzyżowaniu.

- Fabian? Co się dzieje? - zdziwił się. Pewnie mój głos nie brzmiał naturalnie. Był przepełniony rozpaczą i strachem, że mogę stracić najwspanialszą kobietę na świecie.

- Ten psychol porwał Patrycję – mruknąłem. Wypowiedzenie tego zdania bolało bardziej niż nastawianie złamanej ręki.

- Pierdolisz – fuknął Ignaczak. - Gdzie mam przyjechać?

- Zadzwoń na policję i jedź... - podałem mu adres.

- Spoko. Nie ma problemu – zapewnił i zakończył połączenie.


Nie zwracałem uwagi na światła i ograniczenia. Było to dla mnie obojętne. Wszystko dookoła takie było. Liczyła się tylko ona. Jak zawsze. Nigdy nie było inaczej. Nikt nie zastąpił jej miejsca. Sam na to nie pozwoliłem.


Dojechałem do celu dwadzieścia minut później. Od razu zauważyłem jego samochód.

- Co za skurwiel – szepnąłem sam do siebie.

Zaparkowałem przed bramką i przeszedłem przez płot. Jego rodzice chyba już nie zamieszkiwali owej posesji, gdyż okna były zabarykadowane drewnianymi deskami. Nie obchodziło mnie to, że on jest nieobliczalny. Chciałem tylko wziąć ją w ramiona i zabrać do domu, w którym poczułaby się bezpiecznie.

Pobiegłem do starej stodoły, która znajdowała się na rogu działki. Otworzyłem ostrożnie drzwi. Bałem się, ale chęć uwolnienia Patrycji była dużo silniejsza. Wtedy ją zobaczyłem. Była skulona. Związana. Zakneblowana. Miała posiniaczone ręce i policzki. Zapuchnięte oczy od płaczu i zamknięte je. Podszedłem do niej i położyłem dłoń na jej rozpalonym czole. Wzdrygnęła się, ale gdy otworzyła oczy, uspokoiła się. Łzy spłynęły po jej policzku, gdy oderwałem taśmę z jej pięknych ust, które w tym momencie były spierzchnięte i popękane.

- Cii – przytuliłem ją do siebie, jednocześnie pozbywając się z jej nadgarstków sznura. - Kochanie już dobrze – ucałowałem jej policzki. Wtuliła się we mnie i płakała. Bolało mnie serce. Nigdy nie chciałem, aby płakała. Powinna się uśmiechać, być szczęśliwa.

- On... - zawahała się.

- Nie musisz nic mówić – zapewniłem, gładząc jej plecy.

- Ale chcę – zapewniła, choć wiedziałem, że jest jej ciężko. - Dotykał mnie – szepnęła ledwo słyszalnym głosem.

- Co zrobił? - prawie krzyknąłem. - Czy on... Czy on cię zgwałcił? - uwierzcie, że chyba łatwiej będzie mi się zapytać ją o rękę niż o to.

- Nie – wychlipiała. Jakaś część mnie odetchnęła z ulgą, ale inna miała ochotę urwać ręce temu psycholowi. Z moich brudnych myśli wyrwał mnie dźwięk policyjnych syren. Chwyciłem Patrycję na swoje ramiona i wyszliśmy. Ignaczak stał z kilkoma policjantami i za pewne opowiadał o całym zdarzeniu.

- Dzień dobry – przywitałem się. - Ignaczak będzie wiedział jak wygląda sprawca, więc po jego powrocie powie panom – zwróciłem się do policjantów. - Zabieram ją do szpitala w Rzeszowie, więc można będzie nas tam złapać, a jeśli nie to proszę pytać o adres pana Ignaczaka – policjant tylko blado się uśmiechnął i wrócił do swoich obowiązków.


Usadziłem Patrycję na miejsce pasażera, a sam zająłem kierowcy, Przez całą drogę nie rozmawialiśmy. Dziewczyna mocno ściskała moją dłoń i nasze splecione palce. Oczywiście, gdy znaleźliśmy się na szpitalnym parkingu, to wniosłem ją do środka, pomimo iż twierdziła, że może iść sama. Opowiedziałem całą historię pielęgniarce w recepcji. Nie było problemów. Skierowano nas do gabinetu pani doktor Zakrzewskiej. Oczywiście rozkazano mi, abym czekał na korytarzu. Tak też zrobiłem. Po kilkunastu minutach wywieziono Patrycje na szpitalnym łóżku. Była kolejny raz zapłakana. Nie zwróciła na mnie uwagi. Po chwili z gabinetu wyszła pani doktor.
- Pan jest kim, dla pani Patrycji? - zapytała.

- Jestem narzeczonym – skłamałem.

- Ach, więc nie mam dobrych wiadomości – przełknęła głośno ślinę. - Pańska narzeczona straciła dziecko...

    - - - - - - - - - - - - - - -

    Żyję! Żyję!

    Przepraszam, że tak długo, ale nauka, nauka i nauka. Miałam wczoraj bierzmowanie, więc chyba Duch Święty dał mi natchnienie i umożliwił napisanie czegokolwiek. Wiem, że i tak jest ten rozdział życiową porażką, ale nie jestem w stanie napisać nic lepszego. Moje życie obecnie to szkoła, sprawdzian, dzień otwarty, praca domowa, przygotowanie do egzaminu. Piekło!

    Nie zmienia to faktu, że proszę o KOMENTARZE!

    H.

5 komentarzy:

  1. Ojej niby ja uratował, ale teraz taka strata :( to bardzo smutne, jak ona się pozbiera po tym wszystkim? Pozdrawiam, Marta.

    OdpowiedzUsuń
  2. T nie jest życiowa porażka, mi się podoba :)\

    OdpowiedzUsuń
  3. o cholercia, DZIECKO? :O
    czekam na następny, oby jak najszybciej <3

    zapraszam też do mnie
    http://pasja-to-nie-wszystko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. zaskoczyłaś mnie tym,że Patrycja była w ciąży,mam nadzieje,że Fabian ej pomoże przejść przez to.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojeju!!
    Ten rozdzal jest NIEZIEMSKI!!! <3
    Naprawde, jeden z lepszych!! :-)
    Dziecko... kurcze, tego sie niespodziewalam.
    Biedni...
    Po takiej traumie ciezko bedzie im sie podniesc, ale mam nadzieje, ze sobie poradza! :-)
    Juz sie nie moge doczekac kolejnych rozdzialow! :-)
    Do nastepnego!

    OdpowiedzUsuń